sobota, 29 października 2016

"Nie poddawaj się" Rainbow Rowell


Postanowiłam, że "Nie poddawaj się" czyli słynne "Carry on", które razem z "Fangirl" zrobiło furorę za granicą, pójdzie na pierwszy ogień, zwłaszcza, że jestem świeżo po lekturze, a co za tym idzie, pamiętam więcej. 

Od razu uprzedzam, że nie będzie to profesjonalna recenzja, a odczucia i moja opinia dotycząca tej książki (jak i każdej kolejnej). Poza tym może pojawić się tu jakiś spoiler, ale postaram się zdradzić jak najmniej.
I jeśli chcecie, polecajcie homo książki. Bardzo chętnie wszystkim się przyjrzę, przeczytam i ocenię :D



"Simon Snow rozpoczyna właśnie ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów w Watford. Nie żeby przez ostatnie kilka lat jakoś bardzo się podszkolił – wciąż słabo radzi sobie z różdżką, w dodatku nieustannie coś podpala albo sam wybucha. Na domiar złego porzuca go dziewczyna, a jego mentor nie daje znaku życia. Simon zupełnie nie wie, dlaczego akurat on uznawany jest za najpotężniejszego czarodzieja, skoro każde z jego życiowych przedsięwzięć to porażka. Ale gdy w Świecie Magów zaczyna wrzeć, Simon musi sprostać wyzwaniu i zapanować nad sytuacją. Nie pomaga przeczucie, że Baz, jego współlokator, a zarazem największy wróg, prawdopodobnie knuje coś za jego plecami."

     Zaczynając pisać ten post, nie sposób było mi się oprzeć wrażeniu, że widzę tę książkę dosłownie wszędzie. Tumblr, YouTube, Twitter, Instagram były jej pełne, zwłaszcza że całkiem niedawno miała swoją premierę. Ja sama nie jestem zwolenniczką kupowania obcojęzycznych książek, bo są zdecydowanie droższe, wiedziałam o istnieniu "Carry on", ale czekałam na jej wydanie w polskiej wersji językowej i doczekałam się. Z tego, co się dowiedziałam, wcale nie musiałam wcześniej czytać "Fangirl", by zrozumieć ogólny sens tego dzieła, więc z tym większym zadowoleniem po nie sięgnęłam. Czy warto? No właśnie tutaj nie jestem pewna.
Pierwsze, co przyszło mi do głowy po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, to Harry Potter (a i nawet Percy Jackson). Ja Harry'ego uwielbiam i podczas całej lektury miałam ochotę rzucić "Nie poddawaj się" i wrócić do mojej ukochanej serii o czarodziejach, ale przecież każdej książce należy dać szansę.
Mam wrażenie, że jestem na tę książkę po prostu za stara. Te wszystkie zaklęcia rzucane przez czarodziejów były po prostu głupie? Wybaczcie, ale kiedy czytałam "Życie na gorąco", które miało podgrzać babeczkę, miałam ochotę walnąć się książką w głowę. Zdecydowanie tego nie kupuję, głównie dlatego, że niektóre zaklęcia były jeszcze gorsze. Wygrywają nawet ze sposobem, w jaki autorka połączyła Baza z Simonem w parę. Nie powiem jak, bo byłby to naprawdę duży spoiler, ale według mnie nie miał w ogóle sensu.
Jeżeli już mowa o postaciach... nie były złe. Może i Agathy nie dałam rady polubić, Penelope też mi średnio do gustu przypadła, tak samo Simon, ale Baz... Jeżeli macie przeczytać tę książkę, to tylko i wyłącznie ze względu na niego. Świetna postać, może i z początku kreowana na typowego dupka, ale nie dajcie się zwieść pozorom, bo Basil jest zdecydowanie wielkim atutem tej książki. Kolejnym atutem może być to, że ten związek Baza i Simona był naprawdę uroczy, choć troszkę na niego trzeba sobie poczekać. Ale męki zostaną wynagrodzone, tak myślę.
Jeszcze jednym plusem, o którym warto wspomnieć jest to, że naprawdę "Nie poddawaj się" czyta się szybko. Książka jest bardzo lekka, nie wymaga większych przemyśleń, więc jest idealna do odprężenia. Raczej też poprawia humor i nie przygnębia.
Z drugiej strony jest niesamowicie przewidywalna. Po stu stronach (na pięćset) odgadłam praktycznie wszystko, właściwie w ogóle się nie wysilając, a chyba tak nie powinno być. Poza tym troszkę śmieszyła mnie postać tego złego charakteru, doszukałam się wielu sytuacji, które były po prostu bezsensowne i nudziły, więc można byłoby je całkiem pominąć.
Myślę jednak, że wszystko zależy od tego, czy lubicie twórczość Rainbow Rowell. Jeśli tak, to naprawdę polecam Wam tę książkę, bo gwarantuję, spodoba się Wam. Jeżeli nie i macie swoje lata, to możecie mieć podobne zdanie do mojego. W każdym razie nie żałuję, że przeczytałam, bo wcale się na niej nie nudziłam, ale nie wrócę do niej. Przynajmniej nie w najbliższym czasie.

Ocena: 6/10

źródło: tumblr


A Wy przeczytaliście już? Podzielcie się własnymi odczuciami! :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy